Nie daj się zjeść! 3 powody, dla których warto (lub nie) czytać Ryżowa

 – „Jak osiągnąć to, czego chcemy, negocjując z silniejszymi od siebie”... – Pulpa wyrecytowała tytuł, bębniąc mackami o okładkę. – Brzmi jak obietnica cudów. Co to za magia?


– Żadna magia. To instrukcja obsługi sytuacji, w których kończą się miłe słówka, a zaczyna rzeźnia – rzuciła krótko Satti, nie odrywając wzroku od notatek.

Pulpa prychnęła i zmarszczyła brwi. – Czyli co? Kolejne oklepane skrypty, które zaraz zaleją internet i przestaną na kogokolwiek działać?

– Pudło – Satti w końcu na nią spojrzała. – To nie są bajki o win-win. To szkoła przetrwania.

– Dobra, konkret! – ucięła ośmiorniczka. – Wyciśnij z tego trzy najmocniejsze punkty. Teraz.

Satti wyprostowała się, odliczając na palcach: – Po pierwsze: bezwzględny realizm. Autor wrzuca cię w rosyjski rynek lat postkomunistycznych. Tam małe firmy nie negocjowały przy kawie, tylko walczyły o życie z rekinami, które nie miały sumienia. Strategie, które tam wykuł, są autentycznie twarde. Po drugie: gotowe kontry. Żadnego lania wody. Dowiesz się, jak zareagować, gdy ktoś cię ignoruje albo miażdży twoją ofertę jednym: „To śmieć, nie płacę”. I po trzecie: psychologia strachu. Ryżow pokazuje, jak nie dać się sparaliżować, gdy „potwór” po drugiej stronie stołu próbuje cię pożreć emocjonalnie.

– Brzmi jak lektura obowiązkowa – Pulpa pokiwała głową. – Czyli pełna polecajka?

– I tu cię zaskoczę – Satti westchnęła ciężko. – Mam mieszane uczucia. Spodziewałam się czegoś, co łatwiej przełożyć na codzienne życie, a dostałam czysty, surowy biznes. Jasne, „potwory” czają się też w kolejkach w urzędzie czy w rodzinie, ale autor trzyma się twardo biurowych biurek. Gdyby przykłady były bardziej życiowe, czytałoby się to z zapartym tchem. A tak? Jeśli kochasz poradniki biznesowe – bierz w ciemno. Jeśli szukasz czegoś lekkiego... cóż, możesz się odbić od ściany.


*****************************************

Negocjacje z potworami. 

Jak osiągnąć to co chcemy, negocjując z silniejszymi od siebie

Igor Ryżow

Wydawnictwo: SQN




Archeologia po polsku - czyli stare garnki opowiadają swoją historię.

 Ośmiornica Pulpa usadowiła się wygodnie na parapecie, tuż obok wysokiego stosu książek. Stos ten, nazywany roboczo „kupką wstydu”, a czasem pieszczotliwie „stosikiem optymizmu”, rósł nieustannie – mimo dramatycznych obietnic Satti (właścicielki całego tego bałaganu), że „nie kupi już ani jednej książki, dopóki nie przeczyta tych, co leżą i czekają”.

Grody, garnki i uczeni


Stos jednak ani myślał maleć, co wcale nie martwiło Pulpy, która lubiła się o niego opierać, moszcząc się w swoim ulubionym miejscu. Tak było i tym razem. Ośmiornica ułożyła się wygodnie i sięgnęła po książkę leżącą na samej górze.

– „Grody, garnki i uczeni. O archeologicznych tajemnicach ziem polskich” – przeczytała tytuł i zerknęła na swoją pulpomatkę.

– Kolejna książka o historii?

– Yhym – uśmiechnęła się Satti. – Skusił mnie tytuł. Dawno, dawno temu, gdy po ziemi chodziły jeszcze dinozaury, czytałam „Bogów, groby i uczonych”. Potem marzyłam, że zostanę archeologiem i będę jeździć po świecie i wykopywać skarby.

– Pffff – ośmiornica wzruszyła mackami. – Wstyd się przyznawać do takich pomysłów. Z twoim wzrokiem i nieogarem… Rozumiem, że to coś jest drugą częścią tego, co czytałaś w czasach prehistorii?

– To raczej żartobliwe nawiązanie. Autorka też czytała tych całych „Bogów i groby”, tylko że nie poprzestała na marzeniach i zajmuje się archeologią na co dzień.

– I co, wykopała już kolejnego Tutanchamona?

– Niestety nie. I właśnie o tym jest ta książka. O tym, że naszą historię składamy ze skorup garnków i resztek drewnianych bali. Że praca archeologa to bardziej praca detektywa. Że masę informacji znajdujemy… na śmietnikach. Dosłownie – na dawnych wysypiskach, gdzie ludzie wyrzucali różne rzeczy. I że polska archeologia wcale nie ustępuje światowym odkryciom.

– I warto przeczytać?

– Mnie się podobała. Zawiera aktualny stan polskich badań – o wielu z nich nawet nie słyszałam, bo nie śledzę publikacji naukowych. Wszystko podane jest w bardzo przyjemnej formie i szybko się czyta. Może nie mamy zabytków jak Rzym czy Egipt, ale dawna historia Słowian jest równie ciekawa.

– No dobrze, zobaczymy – mruknęła Pulpa, zabierając się do czytania. – I tak nie miałam innych planów na dzisiejszy, niedzielny wieczór.


*****************************************

Grody, garnki i uczeni. O archeologicznych tajemnicach ziem polskich.

Agnieszka Krzemińska

Wydawnictwo Literackie


x


Matrymonium - co trzeba wiedzieć aby wyjść za mąż

 Mała, fioletowa ośmiornica Pulpo umościła się wygodnie na ramieniu właścicielki, a następnie ciekawsko zerknęła w dół.

- Co czytasz? – cienki głosik pisnął tuż przy uchu Satti.



- Matrymonium. Książka o problemach kobiet, które w XIX wieku chciałby wyjść za maż. 

- Starodawny Tinder wieszany na słupach ogłoszeniowych w czasach dorożek?

- Gorzej – uśmiechnęła się Satti – głownie istniejący dzięki plotkom matek i ciotek wszelakich na spotkaniach towarzyskich. Choć były też i ogłoszenia w prasie.

Oczy Pulpo aż błysnęły z zainteresowania

- Były zdjęcia i rozbudowana sekcja „o mnie”?

- Nie. Żadnych zdjęć, za to dużo wymagań. Analiza ogłoszeń prasowych to zresztą najnudniejsza część książki. Badanie archiwalnych gazet to jednak nie moja bajka.

- Brak ci pasji badawczej – pisnęła z oburzeniem ośmiornica.

- Brak – zgodziła się Satti – ale to miała być książka popularnonaukowa a nie doktorat. Ale kiedy przebrnęłam przez tą cała prasę, zrobiło się bardzo ciekawie. I niestety bardzo współcześnie, bo wciąż jeszcze mentalnie tkwimy w tym XIX wieku jak się okazuje. A babcie i znajome, pytające „kiedy ślub” to niestety nic nowego nad Wisłą. 

- Ja akurat jestem bardzo nowoczesna – Pulpo wzruszyła mackami – ale rozumiem, że jakieś ciekawe wnioski wyniosłaś z tej lektury?

- Smutne przekonanie, że sztafeta pokoleniowa frustracji wciąż trwa. Kontrola społeczna kobiet - która zaczęła się od kościelnych przepisów a dotarła do sypialni i rodzinnych obiadów - wciąż jeszcze wydaje się czymś naturalnym i pożądanym. To fascynujące, że wiele ponad stuletnich schematów postępowania wciąż ma się dobrze i wyłazi na światło w najmniej spodziewanych momentach. 

- Czyli to książka dla tych, co chcą zrozumieć, dlaczego określenie „stara panna” wciąż brzmi groźniej niż  „inwazja korporacji”? 

- Aby walczyć z irracjonalnymi przekonaniami, dziwnymi schematami naszego postepowania – warto wiedzieć skąd się wzięły i dlaczego dziś są bez sensu. Książka nie jest prosta, ale czytanie jej to był dobrze spędzony czas. 

- Czyli trudna, ale przydatna. Tylko błagam, nie każ mi tego przyswajać. Mam zbyt krótkie macki, by przewracać strony!

- Pulpa! Przecież ja wiem, że ty tylko czytasz romanse! – uśmiechnęła się Satti i pogłaskała ośmiornicę po macce. – W końcu każdy lubi wierzyć, że gdzieś tam na końcu „żyli długo i szczęśliwie”. Bohaterki Matrymonium też miały na taką nadzieję…


*****************************************

Matrymonium. O małżeństwie nieromantycznym

Alicja Urbanik-Kopeć

Wydawnictwo: Czarne


x

Jak zrobić zdjęcie owadów w locie?

 – Co robisz? – zapytał zaciekawiony Pstryk, widząc Satti, przewijającą na ekranie kolejne zamazane zdjęcia. – Obiektyw zepsułaś? Bo chyba nie aparat?

– Łapałam pszczoły w locie, a teraz patrzę, czy coś mi się udało.

– No i to jest aż tak trudne!? Podchodzisz, pstrykasz i pyk! – zrobione!

Satti roześmiała się i pokiwała głową.

– Oj, ty mały, czarny ignorancie! Podchodzisz, cykasz… i zwykle masz rozmazane zdjęcie…

– Jakoś cię to nie zniechęca! Ty cykasz i cykasz.

– Tak! Jeśli chcesz mieć dobre ujęcie poruszających się obiektów, to nie możesz się zniechęcać. Musisz właśnie cykać i cykać. Pośród wielu zdjęć na pewno znajdzie się choć jedno ostre, a im więcej klatek, tym większa na to szansa – powiedziała Satti.

Dlatego pierwsza zasada fotografowania owadów w locie brzmi:

 

1. Rób jak najwięcej zdjęć!

 

– Długie obserwowanie owada podczas wykonywania serii zdjęć daje możliwość przyzwyczajenia się wzroku do toru jego lotu. Po pewnym czasie uczymy się przewidywać, gdzie obiekt się znajdzie za chwilę. Dzięki temu potrafimy zareagować szybciej. Mamy szansę wykorzystać chwilę, gdy nasz model zawisa w powietrzu, zastanawiając się dramatycznie, jaką decyzję podjąć, do którego chwaściora podlecieć.

– No dobrze! Idę w krzaki, trzaskam z pięćset ujęć i wybieram to, które rzuci świat na kolana. Jeżeli robię to po raz pierwszy, dla ułatwienia wybieram owady mało ruchliwe, np. biedronki, pszczoły czy pająki… Łatwizna! – krzyknął Pstryk.

– Ale warto też zwrócić uwagę na kilka innych drobiazgów – dodała Satti.

– Na przykład? – spytał, lekko już zniecierpliwiony Pstryk.

 

dzika pszczoła zapylająca kwiat lawendy


2. Pora dnia ma znaczenie!

 

– Dlaczego? Bo rano owady latają wolniej. Często ukrywają się gdzieś w trawie, czekając, aż ogrzeje je słońce. Trudno je wypatrzeć, ale jak już się to uda, zwykle nie uciekają i spokojnie pozują do zdjęć. Później, kiedy słońce jest wysoko, owadów jest więcej, ale zwykle latają bardzo szybko i trudno je złapać obiektywem aparatu. A wieczorem, cóż… możemy sobie fotografować komary – uśmiechnęła się Satti.

– Mnie komary nie ruszają! – Pstryk machnął paskiem. – Mogę się z nimi nawet zaprzyjaźnić.

– Świetnie! To zostawię cię na noc samego na tej łące, a rano wrócę i zobaczę co zdziałałeś – wkręcała go Satti.

– Ej! Jeszcze mi rosa zaszkodzi! Bez głupich żartów!

– Nie denerwuj się. I nie podskakuj tak, bo sobie obiektyw zarysujesz. Żartowałam!

– Wróćmy lepiej do rozmowy o owadach – rzucił zaniepokojony Pstryk.

– Dobrze. Zwłaszcza, że, choć kolejny krok jest właściwie oczywisty, wiele osób o nim zapomina…– odparła Satti.

 

letni ogród z owadami

3. Czekaj cierpliwie!

 

– Zasada ta dotyczy przede wszystkim owadów zapylających. Dlaczego? Bo przecież, siadając w pobliżu kwiatów, zakłócamy ich spokój, a więc płoszymy wszystkie obiekty, które zamierzamy fotografować. Ale, jeśli, nie ingerując w otoczenie, poczekamy cierpliwie, to motyle, pszczoły czy trzmiele wrócą i będą pięknie pozować do zdjęć.

– Ale to jest potwornie nudne! – westchnął Pstryk.

– No tak, ja też tak myślę, więc nieczęsto robię takie ujęcia. Pół biedy, jeżeli znajdę miejsce, gdzie mogę się położyć na ziemi i wygodnie poleżeć… Ale, jeśli muszę stać przy jakimś bajorze, a do tego być stacją krwiodawstwa dla chmary komarów, raczej rezygnuję. Wybieram łąki, niekoszone nieużytki i brzeg lasu, a w ogrodzie rabatki miododajnych kwiatów. Właśnie dlatego mam tak dużo zdjęć pszczół…

– Tak, tak… ale się rozgadałaś! – droczył się Pstryk. To o czym jeszcze mam pamiętać?

– Najważniejsze są zawsze podstawy. Liczy się przede wszystkim światło padające na fotografowany obiekt i to, co znajduje się za nim, czyli tło.

Pająk czatujący na pszczołę.


4. Podstawy – światło i tło!

 

– Fotografowany owad powinien różnić się od tła kolorem. Im bardziej, tym lepiej. Bo wyobraź sobie – jeżeli uchwycimy np. brązowe mrówki wędrujące po brązowej korze drzewa, o ile nie będą bardzo dobrze podświetlone, to znaczy fotografowane pod słońce”, prawdopodobnie staną się niewidoczne. Albo zielony pasikonik na zielonej trawie… I pamiętaj o usuwaniu śmieci. Zawsze wyglądają słabo,  nawet, kiedy są rozmyte z tyłu obrazu.

– I to wszystko? Sprzęt się nie liczy?

– Jasne, obiektyw makro i duża rozdzielczość matrycy nie zaszkodzą, ale wcale nie są najważniejsze. W końcu to fotograf robi zdjęcie, a nie sam aparat. Dlatego przy fotografowaniu owadów trzeba mieć dobry wzrok, aby móc je wszystkie wypatrzeć – uśmiechnęła się Satti.

– Czyli ty ze swoją wadą wzroku nie masz szans! – Pstryk roześmiał się złośliwie.

– Cóż – westchnęła Satti. – Może po prostu muszę być bardziej wytrwała od innych. Zwykle w końcu jakoś udaje mi się zrobić to wymarzone zdjęcie.

wiosenny krokus zapylany przez pszczołę


*******************************

 korekta tekstu: Monika Purol-Wierzbicka 

7 sposobów fotografowania kwiatów

Pstryk nudził się szalenie… Bateria siedziała w ładowarce i nie było żadnej szansy, aby wyprosić jakąś sesję na zewnątrz. Z braku ciekawszych pomysłów, siedział na półce i przez ramię swojej właścicielki, spoglądał na monitor komputera. Ona za to, jak zwykle, siedziała przed ekranem i z zapałem coś pisała. Pstryk próbował rozszyfrować powstający tekst, ale czcionka była zbyt mała, a jego obiektyw, jak na złość, nie łapał ostrości.
– Co ty tam tak klikasz? Powieść piszesz? – zapytał wreszcie zrezygnowany aparat.
– Robię notatki o tym, jak fotografować kwiaty – odpowiedziała Satti, nie podnosząc nawet głowy znad klawiatury.
– Po co ci to? Nie wiesz takich prostych rzeczy?!
– Niby wiem… Niby to oczywiste, ale jak już cię biorę i wyjeżdżam w plener, to z przejęcia o tym zapominam i wszystkie zdjęcia robię takie same. A chciałabym lepiej, ciekawiej.
– Jak znam życie, to i tak zapomnisz zabrać te swoje notatki. Zresztą, ja zawsze mogę ci coś podpowiedzieć. Pokaż mi, co tam stworzyłaś. Może wpadnę na jakiś nowy pomysł.

Satti uśmiechnęła się, słysząc zwyczajowe, megalomańskie przechwałki swojego aparatu. Wcale nie był od niej mądrzejszy. Ostatecznie, to fotograf robi zdjęcia, a aparat jest tylko narzędziem. Ale Pstryk bardzo chciał uchodzić za profesjonalną lustrzankę, zawodowca, więc wymądrzał się od czasu do czasu, aby podkreślić swoją wartość.
– Popatrz. – Dziewczyna odsunęła się od komputera i z dumą pokazała swój miniporadnik. – Jak będziesz miał jakieś uwagi, mów śmiało. Uzupełnię…
– Siedem sposobów fotografowania kwiatów – przeliterował aparat – zapowiada się ciekawie…

1. zmieniaj perspektywę


– Niby oczywiste – skomentował Pstryk – ale łatwo zapomnieć. Ludzie patrzą na świat z góry, gdy tymczasem kwiaty, ujęte z poziomu ziemi, są ciekawsze.
– Jak na dziecięcym rysunku – dodała Satti.
– Dokładnie! Świat z punktu widzenia mrówki lub żaby wygląda inaczej. Pomysły z dzieciństwa wcale nie są takie złe. Warto czasem położyć się na ziemi.
– Nie zawsze trzeba się kłaść! – Dziewczyna energicznie zaprotestowała. – Wystarczy się schylić, przyklęknąć czy kucnąć. Równie fajne efekty daje fotografowanie kwiatów na tle nieba. I tu, bezapelacyjnie, wygrywa komórka, którą łatwo położyć na ziemi.

wiosna, krokusy, bokeh, słońce

2. rozmyj tło


– Mój ulubiony sposób. – Ucieszył się Pstryk przy kolejnym punkcie. Zdjęcia z rozmytym tłem wyglądają po prostu pięknie. I wtedy odbiorca od razu wie, co jest tematem fotografii i na co ma patrzeć.
– W dodatku – dodała Satti –tło wokół wiosennych kwiatów często jest paskudne. Rozmycie wszystkiego dookoła w barwne mazaje pozwala ukryć suche badyle, mało dekoracyjne liście czy stos dziecięcych zabawek.
– Czyli w aparacie mała głębia ostrości, a w komórce tryb portretowy. Choć pozwolę sobie tutaj dodać – powiedział aparat i wymownie zerknął w stronę czarnego prostokąta, leżącego na stole – że tryb portretowy nie jest idealny. Zdarza się, że zostawia gdzieś z boku zdjęcia nierozmyte fragmenty. W aparatach raczej nie ma takich problemów.
– No proszę cię, bądź poważny! Nie będziemy w nieskończoność roztrząsać, co jest lepsze. Każdy aparat ma swoje wady i zalety. Przejdźmy do kolejnego punktu.

wiosna, bokeh, światło, kwiaty,

3. baw się refleksami światła


– Błyszczące, mieniące się drobiny światła zawsze uatrakcyjnią zdjęcie – skomentował Pstryk tonem znawcy. – Aby takie efekty uzyskać, potrzebne jest rozmyte, w miarę ciemne tło i drobne jasne elementy. Mogą to być białe kwiatki, krople wody z odbijającym się słońcem lub drobne kryształki, pracowicie porozkładane przez fotografa. Ciekawe rezultaty daje też folia aluminiowa.
– Te krople wody najłatwiej uzyskać spryskiwaczem. Choć, prawdę mówiąc, nic nie jest w stanie dorównać kroplom rosy w promieniach wschodzącego słońca. I na takie chwile najlepiej polować. Najłatwiej jest wiosną, kiedy jest już zielono, a słońce wschodzi o akceptowalnych godzinach… Warto tez fotografować pod słońce.

wrzos, bokeh, słońce, krople wody

4. rób zdjęcia w niebieskiej i złotej godzinie


Patrząc na ten punkt, Satti westchnęła.
– O świetle w fotografii można rozmawiać godzinami. I całe życie uczyć się, jak z nim pracować. Gdybym miała opisać to jednym zdaniem, to zasada jest prosta – im bliżej południa, tym zdjęcia są brzydsze. Jeśli światło jest ostre, fotografujmy kwiaty w cieniu, a najlepiej róbmy zdjęcia rano lub wieczorem.
– Problem tylko w tym – zaśmiał się Pstryk – że to „rano” wypada bardzo wcześnie. Nie przypominam sobie, kiedy z chęcią wstawałaś bladym świtem, żeby robić zdjęcia!
– Oj, to prawda, lubię pospać. Jednak fotografowanie o tak zwanej niebieskiej godzinie, jest problematyczne z jeszcze jednego powodu… Wiele kwiatów zamyka się na noc. Łąka czy ogród o świcie wyglądają zupełnie inaczej niż wieczorem. Niebieska godzina, z jej chłodnym, rozproszonym światłem, jest moją ulubioną porą, ale kiedy mam fotografować kwiaty, wychodzę z domu nieco później. Rozproszony cień wczesnego przedpołudnia świetnie się sprawdza, bo barwy są najbardziej nasycone. A kiedy chcę mieć zdjęcia z ciepłym światłem, wybieram wieczór i zachodzące słońce.
– Czyli moment, który wszyscy nazywają złotą godziną.
– Bo światło faktycznie jest wtedy złote. I można fotografować gatunki, które otwierają się dopiero na noc i są zapylane przez ćmy.
– Szkoda tylko, że większość ludzi zainteresowanych fotografowaniem, właśnie w środku dnia znajduje czas na taką przyjemną sesję zdjęciową – zauważył aparat. – Wiesz: dzieci, rodzina, takie tam życiowe sprawy… I kiedy już się uda wyjść na wycieczkę, to jest bliżej dwunastej, niż szóstej rano.
– Sama mam takie problemy. – powiedziała Satti – Nie pamiętasz tego, ale bywały dni, kiedy jeździłam fotografować rano, przed pracą. Wymagało to wczesnego wstawania i wcale nie było proste. Dziś, w takich wypadkach, staram się po prostu wybierać miejsca, gdzie jest cień. Wiosną idealne są lasy, latem ogrody i parki z dużą ilością drzew. Jesienią słońce jest nisko i znalezienie cienia nie jest dużym problemem… Za to, kiedy mam fotografować białe kwiaty, to czekam, aż słońce będzie za chmurami. Pochmurny dzień jest idealny na wyprawę do ogrodów, gdzie króluje biel.

złota godzina, światło, słońce, chwasty

5. pozbieraj śmieci


– To powinien być punkt pierwszy. – Pstryk aż podskoczył. – Niewiarygodne, jak ludzie okropnie śmiecą. A później patrzą na piękne, kwitnące drzewa z torebkami foliowymi, owiniętymi wokoło gałęzi.
– Jako gatunek, jesteśmy okropni – zgodziła się Satti. – Coraz częściej, aby zrobić zdjęcia w lesie czy na łące, trzeba tam po prostu posprzątać. Ale tu nie chodzi tylko o pozostałości po ludziach. Ja, w ogóle, mam duży problem ze sprawdzaniem drugiego planu. Czy nie ma tam śmietnika, śmieci, gałązki, czy jakiś rozmazanych, przeszkadzających kwiatów. Nigdy nie ingeruję trwale w naturę, ale czasem warto wyciąć trochę trawy, przesunąć jakiś suchy badyl, zabrać połamaną gałąź.
– Pamiętaj tylko, aby nic nie niszczyć trwale. Zostaw miejsce sesji w takim stanie, aby, gdy odejdziesz, nie było widać śladów twojej obecności – wtrącił szybko aparat. – A z tym wycinaniem, to trzeba uważać. Rozmazane trawki na pierwszym planie potrafią dać fajną, kolorową mgiełkę. Najpierw zrób kilka próbnych ujęć, a dopiero później wycinaj chwasty w najbliższej okolicy.

Bokeh, słońce, fiołek

6. fotografuj detale


– Bywają miejsca, gdzie ciężko jest zrobić ciekawe ujęcie – kontynuowała dziewczyna. – Wtedy warto sprawdzić, czy same płatki lub pyłek nie są lepsze do fotografowania, niż cały kwiat…
– Pamiętam, jak zaczynałaś! – ucieszył się Pstryk. – Początkowo miałaś z tym okropne problemy. Uczyłaś się kompozycji takich zdjęć, bawiąc się kadrowaniem w różnych darmowych programach graficznych.
– O tak… – Satti na chwilę pogrążyła się we wspomnieniach. – Brałam takie zwyczajne zdjęcia i wycinałam fragmenty, które później powiększałam. Kiedyś z jednej słabej fotki potrafiłam zrobić trzy ujęcia, które później wrzucałam na bloga. Może nie ma się czym chwalić, ale w ten sposób dużo się nauczyłam o kompozycji. Teraz kadruję zdjęcie dokładnie tak, jak chcę i zmieniam rozmiar, w zależności od tego, w jakich mediach społecznościowych chcę je opublikować. Jednak nie zawsze tak było… Wiele bardzo fajnych ujęć powstało, dzięki skorygowaniu w programie graficznym tego, co wcześniej skopałam w terenie – fotografia to głównie kolekcjonowanie swoich nieudanych zdjęć… Ale przecież nie będę się przejmować takimi drobiazgami!

wiosna, pszczoła, zapylacze, krokusy

7. baw się fotografią


– To powinno być motto twojego bloga. – Aparat mrugnął okiem do swojej właścicielki. – Powtarzasz to niemal codziennie.
– Powtarzam, żeby nie zapomnieć. – Śmiech dziewczyny wypełnił cały pokój i obudził zaspaną komórkę, leżąca tuż obok klawiatury. – Wystraszysz się, kiedy przeczytasz te wszystkie rady. Brzmią bardzo poważnie, a przecież najważniejsza jest przyjemność i radość z eksperymentowania.
– Można na przykład namówić ślimaki do pozowania.
– O, ślimaki są genialne, bo nie uciekają zbyt szybko. Jest więc szansa, że po położeniu takiego delikwenta na kwiatku, zrobimy choć kilka dobrych zdjęć. Biedronki też bywają cierpliwe. Można wziąć ze sobą na sesję ciekawe kamyczki, puste muszle czy kadzidełko, aby uzyskać dym. Aranżowanie scenek to nie grzech. A im ciekawsze pomysły, tym więcej zabawy.

raynox, szkło powiększające, wiosna floks szydlasty


– To w takim razie, kiedy idziemy na sesję? – wtrąciła się do rozmowy rozbudzona komórka. – Tak was słucham i słucham… Zrobiłabym kilka fotek.
– Jutro. – Satti z rozmarzeniem zerknęła za okno. – Ma być słońce, więc będzie można zrobić dużo fajnych zdjęć. I je zrobimy. Obiecuję.

*******************************
 korekta tekstu: Monika Purol-Wierzbicka 

Jak nie zwiedziłam Ogrodu Botanicznego w Barcelonie

 - Pamiętam te zdjęcia! – Pstryk z takim przejęciem podskoczył na półce, ze prawie z niej spadł. 

- Nie ekscytuj się tak bo ci zaszkodzi – Satti zerknęła rozbawiona na swój aparat. 

- Pamiętam!  

To historyczny Ogród Botaniczny w Barcelonie. 




- Zgadza się, to tam. Nie wiedziałam jednak, że jesteś z tymi zdjęciami aż tak emocjonalnie związany. 

- Bo te odwiedziny, to tragiczna historia, jaką klęską jest nieznajomość języka. 

- Ojć, to prawda. Choć dziś mnie już to raczej bawi. Chciałam zwiedzić ogród botaniczny, a dotarłam jedynie do jego historycznego fragmentu. Nigdzie nie zauważyłam informacji po angielsku, że to nie całość. Ogromny kompleks, znajdował się bowiem w innej części wzgórza Montjuïc. Trochę się zdziwiłam, bo rzeczywistość nie odpowiadała reklamie, ale miał być koło stadionu i był. Pisało nawet Ogród Botaniczny więc czego się czepiać?




- Miał być duży,  nowoczesny, z bogatą infrastrukturą i ciekawymi roślinami. 

- Tak, tymczasem zwiedziliśmy malutki i szczerze mówiąc przeciętny ogród, gdzie nawet nie było miejsca aby usiąść, czy chociażby zrobić piknik.

- Za to był cień!



- O tak! Po spacerze rozpalonym słońcem wzgórzu Montjuïc, zacieniony zakątek z drzewami, głębokim cieniem i szemrzącym strumykiem wydawał się oazą na pustyni. Do dziś go za to kocham. W sumie część z ogrodem warzywnym i łąką kwietną też była ciekawa. Takie klimaty hiszpańskiej prowincji. Ale jednak szkoda, że nie zobaczyłam reszty. I to przez własne gapiostwo.



maki, łąka


domek dla owadów, zapylacze

warzywniak, strach na wróble


- Zdarza się. Byłaś tak  wykończona tym słońcem, mogłaś się pomylić. 

- Ta wtopa to jedna z większych moich klęsk podróżniczych.  Planowanie wycieczek ma jednak głęboki sens. Zostało kilka zdjęć na pamiątkę i plany, że jednak kiedyś tam wrócimy.

- Musimy wrócić – Pstryk był pełen entuzjazmu – Niech no tylko tą cała pandemię wreszcie diabli wezmą.

- Byleby bez nas. Choć widzę plus siedzenia w domu – wreszcie ogarnę te miliony zdjęć ze wszystkich podróży. 


Podróże małe i duże - Satti serdecznie zaprasza na fotorelację z tego co zwiedza, maca i czym się zachwyca :) 


*******************************
 korekta tekstu: Monika Purol-Wierzbicka 

5 błędów, jakie popełniłam fotografując Keukenhof

– Nuuudno mi – jęknął aparat Pstryk i przewrócił się na półce z boku na bok.
– Yhymmm – mruknęła Satti, nie odwracając głowy od monitora.
– Pojedźmy gdzieś! Zrób wreszcie jakieś zdjęcia! Ile można siedzieć w domu albo fotografować chwasty za płotem???
Dziewczyna, słysząc tak desperackie popiskiwania swojego sprzętu, odwróciła się, wyraźnie zdziwiona. Chwilę zbierała myśli, a potem, spod zmrużonych powiek, popatrzyła na sprawcę zamieszania.
– Chyba kliszę ci pogięło, stary. Wiesz co to lockdown, ograniczenia w przemieszczaniu się, odpowiedzialność społeczna?
Aparat chętnie wzruszyłby ramionami… ale miał tylko pasek, więc pomachał nim niemrawo.
– Ja na wasze „covidy” nie zachoruję.
– To jedź.
– Sam? Gdybym tylko mógł, już dawno bym gdzieś poleciał!
– Uważajcie dzieci, Pstryk na statywie leci! – Satti zaczęła się śmiać. – I gdzie by cię zaniosło, moja kupko złomu?
Aparat już miał się obrazić, ale w ostatniej chwili pomyślał, że to oznacza nudne i samotne siedzenie na półce, wiec tylko ciężko westchnął i odpowiedział:
– Może jakieś krajobrazy? Miejsce, gdzie już kiedyś byłaś i zrobiłaś słabe zdjęcia… Mogłabyś poprawić błędy i rzucić świat na kolana!

– Czekaj! Może Keukenhof… Byłam tam kiedyś. – Satti odpaliła folder ze zdjęciami z 2008 roku i uśmiechnęła się do siebie…



ogród pokazowy, wiosna, tulipany, kwiaty, rośliny cebulowe

– Pojechałam z jakąś cyfrówką – kontynuowała – a wyjazd wspominam jako bardzo męczący. Ten boski, pełen wiosennych kwiatów Ogród, zwiedzałam w ulewnym deszczu, wraz z wprost niepoliczalnym tłumem ludzi. To był jeden z moich pierwszych wyjazdów fotograficznych. Popełniłam wtedy chyba wszystkie błędy, jakie popełnia poczatkujący fotograf.
– Błędy! – Pstryk podskoczył z entuzjazmem – Uwielbiam słuchać o Twoich błędach! Opowiadaj!
– Ty to jednak jesteś toksyczną żabą.
– Nie dramatyzuj, tylko mów, co zrobiłaś źle!
– Niech ci będzie... 

Pierwszym błędem był zły wybór terminu wyjazdu. 


Pomyślałam, że weekend majowy, to idealny czas na wiosenną wyprawę do Holandii… Niestety, mieszkańcy połowy Europy też doszli do takich wniosków. Byłam jeszcze przed południem, dlatego, stojąc w kolejce do kasy, zmarnowałam tylko trzydzieści minut z życia. Za to wszystkie najbliższe miejsca parkingowe były zajęte, więc już sam spacer do wejścia był męczący, a turyści, którzy rączo truchtali, aby wyprzedzić się w spodziewanej kolejce, nie nastrajali mnie optymistycznie.

ogród pokazowy, wiosna, tulipany, kwiaty, rośliny cebulowe

ogród pokazowy, wiosna, tulipany, kwiaty, rośliny cebulowe

– To dlaczego nie zamówiłaś biletów online?
– Nie było takiej opcji. Dziś to podstawa. Nie jestem pewna, ale chyba Ogród zrezygnował ze sprzedaży biletów na miejscu. W każdym razie, ja byłam zmęczona i podenerwowana jeszcze przed wejściem.

Drugim błędem było zignorowanie prognozy pogody.


 Zapowiadano deszcz i faktycznie padał…. więc, chociaż kwiaty były piękne, a kompozycje zwalały z nóg, robienie zdjęć pod parasolem było średnio wygodne. Choć musze przyznać, że sam spacer był całkiem przyjemny i miał swój urok.

ogród pokazowy, wiosna, tulipany, kwiaty, rośliny cebulowe

ogród pokazowy, wiosna, tulipany, kwiaty, rośliny cebulowe

ogród pokazowy, wiosna, tulipany, kwiaty, rośliny cebulowe


– Jak tak sobie patrzę – powiedział aparat – to najładniejsze zdjęcia Ogrodu zrobiłaś właśnie w tym ulewnym deszczu.
– Bo wtedy ludzie się pochowali i było widać kwiaty… Co zresztą wiąże się z kolejnym błędem, jaki popełniłam.

Trzecim błędem był mój brak elastyczności. 


Nie uwzględniłam warunków, które miałam na miejscu, tylko kurczowo trzymałam się przygotowanego wcześniej planu. Chciałam mieć zdjęcia z przestrzenią, rozmachem… I dlatego zrobiłam mnóstwo kadrów z przypadkowymi ludźmi, zasłaniającymi kompozycje kwiatów. Nie wiedziałam, że w tych warunkach warto fotografować detale, pojedyncze kwiaty z rozmytym tłem, robić zdjęcia z różnych perspektyw. Nie pomyślałam też, że ta wycieczka była idealna, by poćwiczyć reportaż i pokazać właśnie tych ludzi, odwiedzających i fotografujących ogród. Chciałam mieć zdjęcia, jak z plakatów reklamowych, a nie wpadłam na to, że takie ujęcia wykonuje się bladym świtem, gdy jeszcze nie ma zwiedzających.

ogród pokazowy, wiosna, tulipany, kwiaty, rośliny cebulowe

ogród pokazowy, wiosna, tulipany, kwiaty, rośliny cebulowe

– Czyli powinnaś być na miejscu wcześnie rano i wejść do ogrodu zaraz po otwarciu bramy.
– Tak. I tu doszliśmy do kolejnej wpadki. 

Czwartym błędem był brak prowiantu na całodniowy wypad.


Nie przewidziałam, że kupienie tam czegokolwiek do jedzenia może być problem. Punktów gastronomicznych było wtedy mało, do każdego ogromna kolejka, a jak wiadomo Satti głodna, to Satti zła. W dodatku nie sprawdziłam na mapie, że ogród leży na uboczu i nie ma opcji wyjścia i zjedzenia czegoś w pobliskim miasteczku. Teraz, nauczona tym doświadczeniem, zawsze zabieram drugie śniadanie. I to takie, które można zjeść, spacerując. Nie wszędzie przygotowane są miejsca piknikowe, a siadanie na trawie w czasie deszczu jest słabym pomysłem.

ogród pokazowy, wiosna, tulipany, kwiaty, rośliny cebulowe

ogród pokazowy, wiosna, tulipany, kwiaty, rośliny cebulowe


– Ja też nie lubię mokrej trawy. – Aparat z dezaprobatą pokręcił obiektywem. – Całkowicie popieram unikanie piasku i wody.
– I tak dochodzimy do klęski ostatecznej. 

Piątym błędem było złe zaplanowanie trasy wycieczki.


Dlatego byłam tak okropnie zmęczona. Nadprogramowe spacery, stanie w kolejkach, teren dużo większy niż się spodziewałam – to wszystko sprawiło, że miałam dość zwiedzania już w połowie dnia. Chodziłam więc bez większego entuzjazmu i zupełnie odpuściłam wycieczkę poza teren ogrodu. A dziś bardzo żałuję, że nie zrobiłam więcej zdjęć tych pól malowanych tulipanami… – Dziewczyna ciężko westchnęła i smutno wpatrywała się w ostatnie zdjęcia.

ogród pokazowy, wiosna, tulipany, kwiaty, rośliny cebulowe


– Nie martw się. – Pstryk machnął paskiem, jakby chciał ją przytulić. – może pojedziemy tam jeszcze raz, kiedy znów będziemy mogli podróżować. Poszukamy wiatraków, ponarzekasz na duszący zapach pół hiacyntów i kupimy na pamiątkę drewniane, holenderskie chodaki. A teraz głowa do góry! Chodźmy do naszego ogrodu. Widziałem tam kilka krokusów, które pilnie potrzebują sesji zdjęciowej.
Satti zerknęła spod oka na aparat, ale jako niepoprawna optymistka, nie potrafiła martwić się zbyt długo.
– Jaki fotograf, taki Keukenhof – powiedziała ze śmiechem i zabrała przyjaciela na spacer. Te pięć krokusów nie mogło się przecież zmarnować…

Podróże małe i duże - Satti serdecznie zaprasza na fotorelację z tego co zwiedza, maca i czym się zachwyca :) 

*******************************
 korekta tekstu: Monika Purol-Wierzbicka 

Instagram